W minionych dwunastu miesiącach lepiej niż na GPW można było zarobić na większości parkietów w regionie. Analitycy oczekują podobnej sytuacji w 2008 roku.
10,39 proc.- tyle wyniosła stopa zwrotu Warszawskiego Indeksu Giełdowego w minionym roku. WIG20 zyskał 5,19 proc. Tymczasem niektóre giełdy w naszej części Europy oferowały inwestorom zysk kilkakrotnie większy. Prawdopodobieństwo utrzymania się tego stanu rzeczy jest duże, a to oznacza, że na polski rynek kapitałowy może napływać coraz mniej zagranicznego kapitału.
Większość analityków spodziewa się w 2008 r. co najmniej kilkunastoprocentowej zwyżki na giełdach Europy Środkowej i Wschodniej. Zgadzają się, że najbardziej atrakcyjną lokatą kapitału będą papiery spółek rosyjskich.
Nastroje dość dobrze oddają słowa Jana Wima Derksa, szefa analityków emerging markets w ING Investment Management. - Spodziewam się, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy europejskie rynki wschodzące zanotują umiarkowany wzrost, może nawet o 10 proc., a wszystkich wyprzedzi Rosja - mówi w rozmowie z "Parkietem".
Są straty do nadrobienia
Niepewność - to słowo przeważa w opiniach analityków, którzy starają się nakreślić sytuację w 2008 r. Większość z nich zgadza się, że najbliższy kwartał będzie okresem wstrząsów, ale niektórzy dodają, że niespokojnie może być w całym roku. Przy okazji rzuca się w oczy, jak trudno z przewidywań specjalistów wyciągnąć jakieś generalne i powszechnie akceptowane wnioski. Najłatwiej interpretować dane, które dostarczył miniony rok.
Rynki Europy Środkowej i Wschodniej wyraźnie odstawały w 2007 roku od reszty emerging markets. Indeks MSCI EM (światowych rynków wschodzących) podskoczył o 37 proc. MSCI EMEA (rynki wschodzące Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki) wzrósł o 27 proc. Tymczasem NTX - indeks grupujący kursy akcji trzydziestu największych spółek naszego regionu - zyskał jedynie nieco ponad 10 proc.
W perspektywie roku 2008 może to być dla akcji polskich, czeskich czy rosyjskich zarówno zły zwiastun, jak i szansa na szybszy wzrost w kolejnych miesiącach.
Analitycy podkreślają, że nie ma tu reguły. Każdy rynek ma swą specyfikę i czym innym kusi inwestorów.
Kijowska hossa mało groźna
Najwyższą stopą zwrotu za 2007 r. - 134 proc. - legitymuje się ukraiński indeks PFTS. Najwyższą nie tylko w regionie, ale i na świecie - po chińskim CSI 300. Wśród firm zza naszej południowo-wschodniej granicy (przede wszystkim dużych koncernów państwowych) giełda jest ostatnio bardzo popularna, a inwestorzy wręcz rzucają się na niewielkie pakiety akcji sprzedawane w ofertach publicznych.
- Jest jeszcze kilka dużych spółek, które próbują się zrestrukturyzować, "przepakować" - i spodobać inwestorom - mówi "Parkietowi" Daniel Salter, strateg inwestycyjny ds. wschodzących rynków akcji w londyńskim ING Wholesale Banking.
Także sam kijowski rynek przechodzi szybką modernizację. Chcąc powstrzymać odpływ debiutantów, którzy coraz częściej spoglądają na Londyn, Frankfurt i Warszawę, włodarze giełdy wprowadzają regulacje bardziej przyjazne zarówno dla spółek, jak i dla graczy.
Mimo to Warszawa i inne bardziej rozwinięte rynki regionu nie powinny obawiać się konkurencji z Ukrainy. Analitycy nie doradzają inwestorom szturmu na Wschód. Akcje notowane na PFTS to wciąż dość ryzykowna inwestycja. Na rynku jest bardzo mało kapitału zagranicznego, występują kłopoty z płynnością. Dlatego choć duże zachodnie banki (jak Deutsche Bank i Raiffeisen Centrobank) oferują produkty strukturyzowane ukierunkowane na Ukrainę, to na poważnie patrzą jeszcze dalej na Wschód.
Kapitał zmierza do Moskwy
W 2007 r. dwa główne moskiewskie indeksy - MICEX i RTS - zyskały odpowiednio 11,54 i 19,14 proc. Mimo to wskaźnik cena/zysk rosyjskich spółek pozostaje niższy niż w przypadku większości pozostałych rynków wchodzących w skład głównych indeksów "emerging markets", m.in. Polski czy Czech (wynosi 13,4). To wynik dość długiego okresu stagnacji w czasie, gdy na innych parkietach trwała jeszcze hossa.
I to właśnie Rosja może odebrać polskim firmom gros potencjalnego kapitału z Zachodu. Był to jedyny z ważnych rynków w tej części Europy, który został w tym roku znacząco doważony przez światowe fundusze inwestycyjne. Jak mówi nam Jan Wim Derks z ING Investment Management, praktycznie wszyscy duzi zachodni inwestorzy, którzy jesienią 2007 r. zwracali się do jego firmy, interesowali się jedynie papierami rosyjskimi.Ten trend powinien w 2008 r. przyspieszyć. Analitycy banków inwestycyjnych UralSib Financial i Renaissance Capital prognozują, że denominowany w dolarach indeks RTS do końca roku zyska 32 proc. Eksperci ING Wholesale Banking są znacznie bardziej ostrożni - przewidują podstawową stopę zwrotu dla akcji rosyjskich na poziomie 15 proc.
Wzrost gospodarczy za 2007 r. wynieść ma ok. 7,5 proc., a ekonomiści spodziewają się utrzymania tego tempa w kolejnych dwunastu miesiącach. To wpłynie na zyski przedsiębiorstw, jednak nie wszystkich w takim samym stopniu. Dużo zyskać mogą firmy surowcowe; analitycy polecają papiery Gazpromu, Rosnieftu i Severstalu. Prawdziwymi hitami, po które warto wybrać się do Rosji, mają być walory spółek infrastrukturalnych, które skorzystają na wielkich wydatkach rządowych (GAZ, FESCO, CAT Oil).
Co na to Czesi?
- Według mnie, wartość akcji w Warszawie wciąż jest zbyt wysoka, szczególnie w przypadku blue chipów. Ale Praga też nie jest tania - mówi nam Jirzi Lengal, zarządzający w TFI banku Ceska Sporitelna. Jego zdaniem, w Czechach można mimo wszystko znaleźć spółki oferujące atrakcyjne wyceny. - To przede wszystkim banki, których kursy spadły znacząco, choć nie mają one powiązań z kryzysem kredytowym na Zachodzie - twierdzi Lengal. Analitycy ING Wholesale Banking dorzucają do tego przede wszystkim operatora Telefonika O2 CZ i energetyczny CEZ.
W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy praskie indeksy zachowywały się bardzo podobnie do warszawskich, lecz stopa zwrotu była wyraźnie wyższa - sięgnęła 14 proc. W ostatnich tygodniach, przy momentami bardzo niskich obrotach, motorem napędowym notowań niejednokrotnie okazywał się wspomniany CEZ, polskim inwestorom znany także z obecności na GPW. W opinii większości ekspertów akcje tej firmy wciąż są niedowartościowane, choć z drugiej strony ich cenę uważa się za bardzo wrażliwą na zachowanie indeksów globalnych.
Generalnie jednak analitycy nie polecają inwestorom koncentrowania swojej uwagi na Pradze. Podobnie rzecz ma się z Bratysławą, która pozostaje giełdą o niskim stopniu dojrzałości (wystarczy wspomnieć, że w tym roku nie gościła żadnego debiutu).
Szansa Węgrów
Lepsze perspektywy mają przed sobą akcje notowane w Budapeszcie. W 2007 r. tamtejszy indeks BUX zwyżkował jedynie o 5,6 proc., zostawiając wiele miejsca do potencjalnej poprawy w przyszłości. Wskaźnik cena/zysk dla spółek znad Dunaju należy do najniższych w regionie (12,2) i według analityków ING Wholesale Banking, w najbliższych miesiącach jeszcze się obniży. Inwestowanie na Węgrzech ma się opłacić przede wszystkim w długiej perspektywie.
Dodatkową zachętą dla międzynarodowych inwestorów do lokowania na węgierskim parkiecie swojego kapitału mogą stać się działania tamtejszych władz, które zmniejszyły podatek od zysków kapitałowych i promują debiuty. Analitycy wskazują również na korzystne perspektywy dla gospodarki, która powinna odbić się od obecnego dna (wzrost PKB rzędu 1 proc.).
Za najlepszą inwestycję w kraju naszych bratanków powszechnie uznawany jest bank OTP. - Jest tani, notował długi spadek, ale to dobra firma, stawiająca na rozwój za granicą - ocenia Jan Wim Derks.
Tak więc rynki krajów Grupy Wyszehradzkiej mają nad Polską przewagę stosunkowo niewielką. Inaczej rzecz ma się z niezwykle dynamicznymi parkietami na Bałkanach.
Oto stopy zwrotu inwestycji w papiery wartościowe na giełdach Europy Południowo-Wschodniej. Bukareszt: 22 proc., Sofia: 44 proc., Belgrad: 43 proc., Lublana: 78 proc., Zagrzeb: 62 proc.
Podobnych okazji do zysków dostarczyły jedynie bardzo nieliczne giełdy na świecie.
Oczywiste jest, że zaangażowanie zagranicznego kapitału na wciąż niepewnych rynkach, słabo spenetrowanych przez analityków, jest nieporównywalne z tym obserwowanym w Polsce czy Rosji.
Jednak sytuacja ta szybko się zmienia. Niedawno firma MSCI Barra, należąca do amerykańskiego banku inwestycyjnego Morgan Stanley, uruchomiła specjalny indeks dla tzw. rynków granicznych, które w przyszłości mogłyby awansować do grupy emerging markets. W jego skład weszły m.in. Bułgaria, Rumunia i Chorwacja.
Duże ambicje mają giełdy byłej Jugosławii. Niedawno czterech tamtejszych operatorów podpisało umowę o współpracy, mającą pomóc m.in. w skutecznym pozyskiwaniu międzynarodowego kapitału. Serbski rząd mówi wprost, że chce uczynić z Belgradu centrum finansowe na wzór Warszawy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz